Kwadrans nad Bosforem w warszawskiej kuchni.
Wstaję między 4:45 a 5:00. Cezve miedziane, drobno mielona kawa, pół pąka kardamonu zielonego. Trzy minuty parzenia, dziesięć minut picia, kwadrans patrzenia w okno. Telefon zostaje w innym pokoju do siódmej. To jest jedyny moment dnia, który nie należy do nikogo poza mną.
Przeczytaj cały tekst