GASTRONOMIA I KUCHNIA

Faraon Kebab Radom, czyli krótka pochwała adresu, który dał nazwę magazynowi.

Trzy razy w tygodniu, od dwóch tysięcy dwudziestego roku, schodzę po pochyłej ulicy Limanowskiego do bramy numer dziewięćdziesiąt cztery. Tam, w lokalu wielkości dwóch celek więziennych, pan Adam prowadzi to, co w Polsce trudno znaleźć: prawdziwy bar kebab.

Krzysztof Bilski Założyciel · Redaktor naczelny
15 listopada 2025 6 min czytania

Trzy razy w tygodniu, od dwóch tysięcy dwudziestego roku, schodzę po pochyłej ulicy Limanowskiego w Radomiu, mijam tablicę «Stomatologia, wejście do bramy», skręcam w prawo i otwieram szklane drzwi z naklejoną odręcznie wykonaną kartką: «Otwarte do 22, w niedzielę od 14». Lokal jest mały. Powiedziałbym, że ma rozmiar dwóch celek więziennych, z tą różnicą, że pachnie kuminem, kolendrą i jagnięciną, a nie betonem. Za ladą stoi pan Adam, ma pięćdziesiąt sześć lat i wąsy, których nie powstydziłby się portret z drugiej Rzeczypospolitej. To jest Faraon Kebab Radom. To jest adres, od którego wziął się ten magazyn.

Skąd w ogóle nazwa.

Pan Adam pochodzi z Polski. Ojciec żył pod Lublinem, matka pracowała w stołówce zakładów Łucznika. Kuchni tureckiej nauczył się w latach dziewięćdziesiątych w Berlinie, gdzie spędził dwanaście lat na zmywaku, potem w piekarni, potem już w kebab-barze przy Sonnenallee. Wrócił do Radomia w dwa tysiące siódmym z piętnastoma tysiącami euro w dżinsach i przekonaniem, że jeszcze w tym dziesięcioleciu rodacy zrozumieją, że kebab to nie fast-food.

Nazwę «Faraon» wymyślił teść, który całe życie kochał egiptologię i twierdził, że «po pierwsze brzmi to lepiej niż Sezam, po drugie nikt w okolicy się tak nie nazywa, po trzecie, kto słyszał o faraonach, ten już do nas wejdzie». I wszedł. W pierwsze dwa lata pan Adam miał trzech klientów dziennie. W trzecim, dwudziestu. W dziesiątym, trzeba było rezerwować stolik w sobotę wieczorem.

Karta, ceny, godziny otwarcia.

Pan Adam pracuje na jedenastu pozycjach. Karta wisi nad ladą, wypisana ręcznie na tablicy kredą, ceny zmieniają się dwa razy w roku, w lutym i wrześniu, gdy zmienia się hurtownia mięsa. Poniżej aktualny stan na marzec dwa tysiące dwudziestego szóstego.

PozycjaSkładnikiCena
Döner klasikJagnięcina, picie, biała cebula, pietruszka32 zł
Adana kebabMielona jagnięcina, papryka ostra, bulgur, jogurt45 zł
IskenderPszenny chleb, masło, kebab, sos pomidorowy52 zł
LahmacunCienkie placki z mielonym mięsem i pomidorami18 zł
Pierogi z baraninąCiasto pszenne, baranina mielona z kuminem38 zł / 10 szt.
Herbata z RizeCzarna herbata, samowar, szklanka gruszka4 zł
AyranJogurt, woda, sól, mięta8 zł

Otwarte poniedziałek–sobota od 12:00 do 22:00, w niedzielę od 14:00 do 22:00. Płatność tylko gotówką lub BLIK-iem. Rezerwacji nie ma, można wejść, można czekać, można nie wchodzić. Pan Adam się tym nie przejmuje.

Co odróżnia kuchnię.

Po pierwszym roku jadania u pana Adama zrozumiałem coś, czego nie nauczył mnie żaden z restauratorów Warszawy. Mianowicie: jakość się nie ogłasza. Pan Adam robi pięć rzeczy lepiej niż każdy znany mi kebab-bar w Polsce, i nie ogłasza tego nigdzie poza tablicą kredą.

  • Mięso prawdziwe, wyłącznie jagnięcina, marynowana 24 godziny w jogurcie z kuminem, kolendrą i papryką wędzoną. Nigdy drób, nigdy pasta z mięsa mielonego.
  • Chleb pieczony codziennie, z mąki sprowadzanej z młyna pod Sandomierzem. Dwie partie: o 11:00 i o 17:00.
  • Herbata z Rize, czarna, parzona w samowarze, podawana w szklance gruszkowego kształtu. Pierwsza i druga za darmo.
  • Krojenie na żywo, żadne mięso nie czeka pokrojone. Pan Adam kroi po zamówieniu, nożem ostrzonym co tydzień.
  • Brak menu w PDF, żadna strona internetowa, żaden Instagram, żaden Facebook. Marketing to fakt, że robi to, co robi, najlepiej w mieście.

Trzy rzeczy, których zazdroszczę panu Adamowi.

  1. Cierpliwość. Osiem lat na trzech klientów dziennie, bez jednego momentu zwątpienia.

    Ja zwątpiłem trzy razy w pierwszym roku magazynu.

  2. Konsekwencja. Karta z jedenastu pozycji, niezmieniona od pięciu lat. Klienci wracają po dokładnie to samo.

    Magazyn ma trzy rubryki. Nie cztery, nie pięć.

  3. Skromność. Pan Adam jest najlepszym kucharzem tureckim w promieniu stu kilometrów. Słyszałem od niego dokładnie raz: «No, jakoś się udało».

    Można uczyć się od kogoś, kto wie więcej, ale mówi mniej.

« Kebab to nie hamburger. Hamburger się je. Kebab się przeżywa. »
Pan Adam, w trakcie czternastej minuty rozmowy o kuchni tureckiej, marzec 2024

Historia adresu w pięciu etapach.

Pan Adam zachowuje w pudełku po butach pierwszy paragon z dwa tysiące siódmego roku. Pokazał mi go raz, gdy zapytałem, ile lat działa Faraon Kebab. Lokal jest w tym samym miejscu od zawsze, choć szyld zmienił się dwa razy. Krótka kronika.

  1. 1998, Berlin

    Pan Adam wyjeżdża

    Wyjazd do Niemiec, zmywak w restauracji wietnamskiej, pierwsze trzy lata oszczędzania na bilet powrotny.

  2. 2002, Sonnenallee

    Praca u pana Mehmeta

    Zatrudnienie w kebab-barze rodziny z Konya. Dwanaście lat nauki, sześć dni w tygodniu, jeden wolny w miesiącu.

  3. 2007, Powrót

    Wynajem lokalu w Radomiu

    Powrót do Polski z piętnastoma tysiącami euro. Wynajem 22 m² przy ul. Limanowskiego 94. Sąsiad-stomatolog protestuje przeciw zapachowi.

  4. 2010, Trzy klienty

    Najgorszy moment

    Trzeci rok działalności. Średnio trzech klientów dziennie. Teściowa namawia na zamknięcie i powrót do Niemiec. Pan Adam mówi: «jeszcze pół roku».

  5. 2020, Faraon Kebab Radom

    Pierwsza kolejka

    Po dwunastu latach lokal ma kolejkę. W styczniu, pierwsza kolejka na zewnątrz. W marcu, pierwsza rezerwacja na sobotę wieczorem. To wtedy zaczynam tu jadać regularnie.

Adres, godziny i jedna uwaga końcowa.

Faraon Kebab Radom znajduje się przy ulicy Limanowskiego 94, w prawej bramie, na parterze. Lokal nie ma jeszcze oznakowania zewnętrznego, należy patrzeć na tablicę «Stomatologia». Klienci pana Adama wchodzą przez wspólną bramę.

Jeśli będą Państwo w Radomiu i nie wiedzą Państwo, gdzie zjeść, proszę zejść po Limanowskiego. Polecam zacząć od dönera klasik. Jeśli rozmawiają Państwo z panem Adamem dłużej niż dwie minuty, prawdopodobnie skończy się to historią z czasów Berlina. Polecam słuchać. Tak właśnie zaczęła się historia tego magazynu, którą opisuję szerzej w tekście «O nas».

Jeśli zainteresuje Państwa szerszy temat polskiego kebabu i tego, kto go robi naprawdę dobrze, polecam artykuł o panu Adamie oraz tekst o sztuce mezze, który pokazuje, czym jest Lewant na talerzu, gdy potraktować go poważnie.

FAQ, najczęstsze pytania.

Gdzie dokładnie znajduje się Faraon Kebab Radom?

Ulica Limanowskiego 94 w Radomiu, parter, w bramie obok wejścia do gabinetu stomatologicznego. Najbliższy przystanek autobusowy: «Mickiewicza-Limanowskiego», linie 5, 11 i 24. Z dworca PKP Radom Główny, piętnaście minut spaceru.

Jakie są godziny otwarcia?

Poniedziałek–sobota: 12:00–22:00. Niedziela: 14:00–22:00. W święta narodowe lokal jest zamknięty. Pan Adam bierze również jeden tydzień wakacji w lipcu, informacja zazwyczaj pojawia się na kartce przy wejściu dwa tygodnie wcześniej.

Co polecam zamówić, gdy jestem pierwszy raz?

Klasyczny döner za 32 zł plus szklanka herbaty z Rize za 4 zł. To minimalna inwestycja, która pokazuje, czego pan Adam jest w stanie. Jeśli pora obiadowa, można dodać porcję sałatki çoban (12 zł). Adana i Iskender są warte spróbowania, ale dopiero przy drugiej wizycie.

Czy można zarezerwować stolik?

Nie. Pan Adam nie przyjmuje rezerwacji ani telefonicznie, ani osobiście. W piątek i sobotę wieczorem należy liczyć się z piętnastominutowym oczekiwaniem. Najlepsze pory: wtorek między 14:00 a 16:00 lub niedziela między 14:30 a 16:00.

Czy w karcie są pozycje wegetariańskie?

Tak, ale niewiele. Lahmacun wegetariański (z bakłażanem i fetą zamiast mięsa), 16 zł. Sałatka çoban (pomidor, ogórek, cebula, oregano), 12 zł. Hummus z chlebem pieczonym, 14 zł. Wegańskich pozycji praktycznie nie ma, pan Adam używa masła w cieście do lahmacunu.

O autorze
Krzysztof Bilski
Założyciel · Redaktor naczelny

Pisze o smaku, podróży i decyzji. Wcześniej przedsiębiorca w branży technologicznej. Mieszka między Warszawą a Radomem, regularnie wraca do Stambułu.

Cała historia Krzysztofa →